14 lipca 2014 r. Zapamiętajmy tę datę

Wróciliśmy z Brave Festival i już tęsknimy za Wrocławiem. „Statek miłości” w Imparcie był wyjątkowy nie tylko ze względu wielką, portalową scenę, na której pojawiliśmy chyba pierwszy raz w historii, ale również z powodu publiczności. Nie idzie tylko o liczebność (ok. 350 widzów), ale również dojrzałość i wyczucie. Ten spektakl był rozmową

GALERIA ZDJĘĆ

„Brave” gości we Wrocławiu od 2005 r. Festiwal jest nieodłączną częścią letniego Wrocławia, a częścią naszych przedstawień są bariery. Tutaj nie istniały. Widzowie nie uczyli się przy okazji „Statku miłości” relacji ze sztuką na co dzień marginalizowaną, ponieważ nie mają się czego uczyć – wiedzą już wszystko. Takie są długoterminowe efekty dobrej polityki kulturalnej.

Wyjątkowy był nie tylko spektakl, ale również pospektaklowa dyskusja. Basia Lityńska mówiła o zaskoczeniu, że tyle osób „chciało nas zobaczyć”. Mimo wszystko nie rozdawała autografów, bo „przecież nie jest wybitną aktorką”. Chętnie robiła to za to Cela Sobolewska, a Teresa Foks popisywała się swoją mistrzowską rolą kota z „Ja jestem Ja”. Wzruszony Daniel Krajewski opisywał publiczności spektakle T21 inspirowane żydowskimi świętami, a wypowiedzi przerywane były co chwila oklaskami. Zakończył Grzegorz Bral, dyrektor Brave Festival i prezes Stowarzyszenia „Pieśń Kozła” – Teatr 21 powinien być teatrem zawodowym, powinien promować Polskę w Paryżu i Londynie.

I tak się stanie.